Wiecie co mnie najbardziej wkurza? Kiedy układam sobie wpis w głowie setki razy, a finalnie siadając z ulubionym kubkiem pełnym gorącej kawy, mam w głowie totalną pustkę. Piszę coś i usuwam, piszę i usuwam. Ale może coś z tego będzie.

5 lat temu, zakładając bloga, tworząc to moje małe miejsce w internecie, nie miałam kompletnie żadnego zamysłu, pomysłu ani wizji, że powinien on wyglądać tak, a nie inaczej… bla, bla. Ciężko nawet powiedzieć, że zakładałam TEGO BLOGA. Nie miałam pojęcia o blogowaniu, nie miałam pojęcia o tworzeniu dobrych treści. Więcej napisałam kiedyś w tym temacie tworząc wpis Moja historia blogowania. Zdobyłam trochę doświadczenia w blogowaniu, zdobyłam fajnych czytelników, nawiązałam współprace, przeniosłam się z blogiem z Blogspota na swoje. Czemu teraz to piszę? Bo prawie ostatni rok wpadałam tu tylko co jakiś czas, na chwilę. Napisać po raz kolejny, że niedługo wracam do systematyczności, że mam milion pomysłów do zrealizowania, sranie w banie. Tak naprawdę kopałam pod sobą jeszcze większy dół, bo blog stał się bardziej kulą u nogi, niżeli przyjemnym hobby. Cały czas miałam w głowie „muszę coś napisać”, a kurna wcale nie muszę!

Spytacie może – chciałaś usunąć bloga? Tak, chciałam. Myślałam o tym jeszcze całkiem niedawno. Przecież co ze mnie za bloger? Zero systematyczności, zero organizacji! Wieczne wymigiwanie się brakiem czasu i weny! Szczerze, taka jest prawda. Nie mam teraz tyle czasu na prowadzenie bloga, no i sorry nie jestem zajebista w planowaniu swojego czasu. A z innymi się licytować nie będę. I tak w tym roku miałam kolejne podeście do planerów i okazało się to kolejny raz niewypałem. Ale chociaż czasem zdobędę się na zaplanowanie obiadów na cały tydzień, to już coś – przyznajcie! 😉

Gdzieś wywiała ze mnie cała chęć do tego wszystkiego. Dodatkowo pojawiły się problemy z samą stroną, z serwerem, z domeną, okazało się też, że ktoś mi się na stronę włamał i powpisywał jakieś cuda wianki do kodu. A ja wiecie, z blogiem wszystko sama, sama. Bo jestem niecierpliwa i w gorącej wodzie kąpana i jeszcze strasznie nerwowa. Naprawdę. A potem gonię swojego chłopa, żeby mi pomógł. Za nim laptop wyląduje za oknem, a że jeszcze nie wylądował to naprawdę cud.

Bloga jednak nie usunęłam i nie usuwam. Po pierwsze, już większość kryzysów ze strony technicznej zażegnałam. A po drugie jak zawsze, małego kopa do działania dała mi Ola z Życiowej Sałatki, a prywatnie moja przyjaciółka, mówiąc: ,,Miałaś nie dość, że takie fajne tematy, to jeszcze seria Tasty i fotografia…” I aż normalnie zakuło w serduchu! Przecież tak bardzo lubiłam tworzyć dla Was takie wpisy. Więc będę się tu pojawiać mniej lub bardziej systematycznie, tworząc lepsze lub gorsze treści. Nie wyznaczam sobie żadnego dedlajnu na kolejny wpis. Zresztą, za dwa dni jadę na urlop. W końcu naprawdę odpocząć i się zresetować. I to mi na razie najbardziej potrzebne!