Jestem kociarą! - czyli jak wygląda życie z kotem

niedziela, lutego 28, 2016


Przeglądając moje zdjęcia ciężko nie zauważyć, że najczęściej fotografowanym przeze mnie zwierzakiem jest mój kocurek Rysiek. Stwierdziłam, że miło będzie poświęcić o nim jeden post, a przy okazji powspominać początki. Zdjęć również nie zabraknie, bo z tej okazji przeszukałam różne zakamarki mojego dysku. Dzień Kota za nami, ale możemy uznać, że to spóźniony post z tej okazji.

Gdy przekonałam moich rodziców w końcu, abyśmy przygarnęli jakiegoś kociaka, tak sobie myślałam, że chciałabym małą, szarą kotkę. Wyszło trochę inaczej, bo mam... burego kocura. Który jest dla mnie jedyny w swoim rodzaju i nigdy nie będę żałować, że wybrałam właśnie jego. Rysiek mieszka z nami od pięciu lat. Gdy go adoptowaliśmy, miał już około dwóch lat.


Od małego lubiłam zwierzaki. Chociaż nie miałam ich zbyt wiele. Papużki, rybki, świnkę morską. Świnkę musiałam oddać, ze względów zdrowotnych, bo rodzice obawiali się, że mam alergię. I tak po tym czasie długo, długo nie miałam żadnego zwierzaka. Wtedy często zazdrościłam innym dzieciakom, którzy mieli swoich pupili. Później nagminnie chodziłam i suszyłam moim rodzicom głowę : Mamo! Tato! Ja chce kota!. Koty od zawsze, lubiłam najbardziej.

Okazało się, z czasem, że przeprowadzamy się na większe mieszkanie. I wtedy padło z ust moich rodziców magiczne zdanie: Ok, jak się przeprowadzimy to pomyślimy o kocie! Byłam prze szczęśliwa i oczywiście zaraz po przeprowadzce nie dałam o tym zapomnieć.


Po intensywnych poszukiwaniach w internecie, trafiliśmy na panią, która miała tymczasowo pod swoją opieką trzy koty i szukała dla nich nowego domu. Po skontaktowaniu się z nią, okazało się, że jest jedna kotka, która jednak ma swój charakterek i polecałaby ją osobom, które miały wcześniej styczność z kotami. Ale są jeszcze dwa kocury. Powiedziała, że przyjedzie do nas z nimi i zdecydujemy czy któregoś z nich chcemy adoptować.

I tak oto przyjechało dwóch kandydatów. Koty o imieniu Zgubek i Bartuś (obecnie już Rysiek). Tak jak spodobał mi się Zgubek, który jako pierwszy wyszedł z transportera i zaraz też obadał całe mieszkanie łącznie z kurczakiem stojącym na blacie w kuchni. Tak gdy wyszedł Rysiek, kupił całą naszą trójkę od razu. Wtedy był bardzo wystraszony i od razu chciał uciekać. Z czasem udało mi tego boroczka wziąć na kolana i pogłaskać. Zakochałam się w nim od razu. Podpisaliśmy papiery adopcyjne, państwo zabrali Zgubka z powrotem. Troszkę mi było go szkoda, mam nadzieję, że w końcu również znalazł swój nowy dom.



Jako, że w rodzinie mamy mnóstwo Bartusiów, chcieliśmy więc kota nazwać inaczej. Mama w końcu stwierdziła, że on właściwie trochę przypomina takiego prawdziwego, dzikiego Rysia.

No i się przyjęło - Rysiek. A jak trochę nabroi to wtedy mówimy na niego Ryszard!


Na ogół jest grzeczny i spokojny. Nic celowo nie niszczy ani też nie drapie. Jest trochę strachliwy bo przy wykonywaniu przy nim gwałtowniejszych ruchów, kuli się albo ucieka. Nie lubi też małych dzieci. Po prostu się ich boi i jeśli takowe się pojawią w naszym domu, to nie wyjdzie spod kanapy i koniec. Wiadomo, często dzieciaki ciągną koty za ogon albo uszy. Sama wiem po sobie, bo jak miałam 4 lata to podobno jak wzięłam jakiegoś kota na ręce to trzymałam go do góry nogami ;)

Ale jak to kot, ma swoje kocie zagrania i na pewno nie jest z nim nudno.
Rysiek jest towarzyski. Kto kol wiek nie przyjdzie to on zaraz przylatuje, żeby się przywitać. Chyba, że śpi. Ale potrafi się czasem wyrwać z najgłębszego snu jak wracam do domu i taki zaspany, ledwo żywy przybiega do mnie. Później oczywiście idzie jeszcze rodzicom oznajmić, że przyszłam. Co jak co ale gadułą to on potrafi być nieziemską. Czasami się śmiejemy, że udaje kozę bo zamiast "miau" to wychodzi mu przeciągłe "meee". Ah no i jakbym mogła zapomnieć, z najgłębszego snu potrafi się również wyrwać wtedy gdy otwieram lodówkę, w sekundzie potrafi się przetransportować do kuchni a jego oczy mówią tylko jedno: Daj mi szynkę!




Zawsze jak otworzę szafę musi do niej wskoczyć, żeby w niej chociaż chwilę posiedzieć. Uwierzcie, że człowiek jest w stanie czasem się zapomnieć i go tam zamknąć. Potem leżę w łóżku, a tu nagle szafa sama się otwiera, a z niej wybiega mały, miauczący stworek...no zawał na miejscu. Do dziś nie wiem jak on sobie sam dał radę otworzyć takie ciężkie drzwi.

Lubi też sam otwierać szafki. Pomęczyć się kilka minut, zobaczyć co tam jest, powąchać i wtedy będzie zadowolony. Zwiedzanie góry każdej szafy tylko pod naszą nieobecność. Nigdy tam nie wchodzi gdy ktoś jest w domu, ale z jakiegoś powodu zawsze są odbite łapki. 

Ciepły kaloryfer w zimie to jego najlepszy przyjaciel. Nie wspomnę ile razy mocno usnął i stracił równowagę, spadając z niego. Później oczywiście przychodzi rozżalony do mnie się poskarżyć. I wierzcie lub nie, gdy zbliżam się do kaloryfera, on w tym momencie bierze łapkę i kładzie na pokrętło. Tak jakby myślał: Nie zabieraj mi ciepełka!


Wszelkie kocie zabawki typu myszki albo jakieś inne bajery na sznurkach go nie bawią. Wręcz przeciwnie. Kupiliśmy mu kiedyś myszy, które po naciągnięciu sznurka jeździły po podłodze. Nie było zabawy, uciekał przed nimi. Najlepsze zabawki to kawałek kulki papieru, sznurki z firanki, a numer jeden to gumka recepturka, za którą szaleje. Często też biega w kółko za własnym ogonem. Wtedy tylko mam ochotę puścić mu w tle "You spin me round..."

Historii związanych z moim kotem jest zdecydowanie dużo więcej. Więc mogłabym się rozpisywać i rozpisywać. Myślę jednak, że poznaliście trochę bliżej mojego najwierniejszego, kociego modela. Na koniec chyba najbardziej prawdziwy i mój ulubiony obrazek dotyczący kotów :



Nic dodać, nic ująć.
Wy też jesteście kociarzami? Czy macie inne zwierzaki?
A może ich nie macie, a chcielibyście mieć?

Piszcie w komentarzach!

9 komentarze

  1. Ryyyysiu! uwieliam tego kociaka i uwielbiam jego zdjęcia co mu robisz <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej! jaki słodki kotek i zdjęcia śliczne :* pozdrawiam
    zapraszam lidkakurek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam koty! *o* Mam dwa :D
    A do tego chomika, więc mam z nimi mały problem teraz :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba wszystkie koty na dźwięk otwieranej lodówki budzą się z najgłębszego snu :D Uwielbiam, gdy pod lodówką sterczy moja gromadka - pięć pyszczków proszących o smakołyk :D
    Rysiek jest przecudny, te długie uszy <3 Super, że daliście dom starszemu kociakowi, oby więcej takich ludzi.
    Dużo ciepełka dla Ryśka, pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przez jakiś czas miałam ten obrazek na tapecie <3
    Czy Twój kot też cię przyprowadza do kuchni i łże o jedzenie? Ratunku, naprawdę nie wiem co z tym zrobić ;_;
    Pozdrów Ryszarda! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam od siebie mnie nie przyprowadza, ale zawsze przychodzi jak jemy i robi wielkie oczy, udając biednego kota który nie jadł przez tydzień :D

      Usuń
  6. jezu jaki piękny kot. Mimo tego że kotów nie lubię Twój jest niesamowity :)
    Co powiesz na wspólna obserwację ? Zacznij, jeśli jesteś na tak :*
    liikeeme.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ryś jest cudowny :) ja potrafie godzinami sie wpatrywac w moją kotke bo to najpiekniejszy widok na swiecie !

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiele pięknych wspomnień z Ryśkiem. Jak już wcześniej mówiłam, jest on piękny. :)

    OdpowiedzUsuń

ZOSTAŃ NA DŁUŻEJ

Obserwatorzy Google+

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *